xx1850xx. weganlandia | pasta z bakłażana + tahini.

02:31

Przypadłością wielu blogerów, w tym także i mnie, jest robienie różnych rzeczy, o których myślimy "koniecznie muszę napisać o tym na blogu", więc wykonujemy jakieś czynności, dokumentujemy je, a potem... Potem one miesiącami leżą w folderze ze zdjęciami/blogowym/etc. Dzisiaj w końcu dobrałam się do bakłażana, po prośbie o przepis przypomniało mi się, że dawno temu miałam napisać posta o mini pizzach z bakłażana aka drugi test jedzenia z Buzzfeeda/drugą część cyklu, o jakże przewrotnej nazwie - dlaczego nie jestem weganką.

Dzisiaj dla odmiany coś wegańskiego, zero mięsa, zero sera [choć jest opcja z fetą, której zamierzam spróbować]. Same warzywka, roślinki i nasionka. Potrzeba zrobienia pasty z bakłażana - bo to ona jest gwiazdą dzisiejszego wpisu urodził się równo miesiąc temu, w moje urodziny, kiedy w pewnej włoskiej restauracji jadłam bruschettę, każdą z grzanek zdobiła inna pasta i ta bakłażanowa podbiła moje serce. Tak silne było to uczucie, że ciągle myślałam o tym, jak i z czego dokładnie była zrobiona. W końcu, kiedy w Biedronce dojrzałam bakłażany postanowiłam marzenia spełnić i spróbować odtworzyć ów przysmak. Nie powala on wyglądem, ale w smaku...



Jak się okazuje - jest kilka rodzajów past z bakłażana, mamy rodzaj grecki - melitzanosalata, arabski - Baba Ghanoush oraz dowolne wariacje, próby miksu arabsko-greckiego, szereg past z dodatkiem pomidorów, czasem z papryką, z oliwkami, z tahini, z serem feta, z jogurtem. Kombinacji tyle, że głowa mała.

Będąc Zosią Samosią, a także kulinarnym Krzysztofem Kolumbem, który z Ameryki chce zrobić Indie, bo taki ma kaprys; postanowiłam przejrzeć kilkanaście różnych przepisów, przeanalizować, co się powtarza najczęściej, dodać do tego zdjęcie moich grzanek, aby przyrównać wyglądem do oferowanych receptur, a także zdać się na intuicję młodego kucharza.

Tak powstała pasta z bakłażana a'la moi, albowiem połączyłam w niej moje ulubione smaki z radami i sugestiami pokoleń Greków, Arabów i innych specjalistów od bakłażanowej papki z różnych zakątków świata.

Wybaczcie za zdjęcia marnej jakości, ale nie planowałam tego jako materiału na notkę, więc "cykałam" przy marnym oświetleniu i bez wymyślnych ujęć.

Do pasty z bakłażana potrzeba:
- bakłażana, [ależ jestem zabawna], dwa średnie i jeden duży dały mi pojemnik circa 400ml gotowego produktu.
- suszonych pomidorów, tu już wchodzą preferencje, takie pomidory potrafią być bardzo słone i kwaśne, więc zawsze na początku można dodać mniej, zblendować, a potem, w razie potrzeby, dołożyć.
- oliwy z oliwek, powiedziałabym, że łyżkę na bakłażana, ale tu też można manipulować, sprawdza się zasada pomidorowa lepiej za mało i potem dołożyć, niż za dużo i mieć totalną paćkę.
- tahini, na początku rzuciłam sam sezam, żeby nie było nudno w kwestii konsystencji [i chciałam się tym zadowolić, bo nie chciało mi się robić tahini], ale potem dodałam trzy zdrowe łyżki pasty na owe trzy bakłażany, zależy od preferowanej intensywności smaku Sezamków w naszej paście.
- czosnek, 2-5 ząbków.
- sok z cytryny, odrobinkę, pamiętajcie, pomidory są kwaśne.
- soli, pieprzu, pietruszki w ilościach przez nas pożądanych.
- sezam, tak ewentualnie, dla ozdoby/konsystencji.

Przygotowanie:
1. Bierzemy nasze piękne aubergines, myjemy ze sklepowej chemii, obcinamy im górną końcówkę [czy górna końcówka to odpowiednie stwierdzenie?], bierzemy widelec i gęsto nakłuwamy, po drodze można włączyć piekarnik na 180 stopni Celsjusza.

2. Na blasze układamy folię aluminiową i kładziemy bakłażana, można też włożyć go do naczynia żaroodpornego, jak kto woli. [mi folia przywarła do blachy i potem się z nią namęczyłam, więc może naczynie to lepszy pomysł]
2.1. Do bakłażana w piecu możemy dorzucić ząbki czosnku w łupinach, które po upieczeniu będą kremowe i zmienią swój smak na delikatniejszy, jednocześnie nadając paście ciekawego aromatu.
3. Bakłażana pieczemy [teoretycznie] 30 minut, po pierwszych piętnastu minutach obracamy je na drugą stronę. Moje piekły się około 50 minut, bo miały dosyć dużą średnicę; dobrym momentem na wyciągnięcie z pieca jest ten, kiedy bakłażany wyglądają jakby traktor po nich przejechał. Można też sprawdzić widelcem/innymi utensyliami kuchennymi czy ów przedmiot wchodzi w nie jak w masło.

4.Czekamy aż warzywka nam wystygną [albo chociaż trochę się schłodzą], przekrawamy na pół i wybieramy miąższ łyżką. Wrzucamy do malaksera/blendera/czegokolwiek w czym będziemy to potem miksować, Skórki wyrzucamy [albo jeśli ktoś jest tak dziwny, jak ja, to może je zjeść].
5. Do naczynia z bakłażanem wrzucamy wszystkie inne składniki - pomidory pokrojone na małe kawałki, upieczony/surowy i przeciśnięty czosnek [albo oba rodzaje, polecam], tahini, sól, pieprz, pietruszkę, oliwę z oliwek, sok z cytryny, można dodać też sezam w całości, żeby miało co chrupać i miksujemy na gładką/prawie gładką, jak kto woli, pastę.



Tym sposobem otrzymujemy pastę godną grzanek, bagietek, tostów, słupków z warzyw i czego innego sobie zamarzycie.


+ BONUS

A co to te tahini?
Tahini to taka pasta ze zmielonego, uprzednio uprażonego sezamu, robi się ją banalnie prosto:
1. Na rozgrzaną patelnię wsypujemy sezam [jak zwykle robię to "na oko"].
2. Prażymy, potrząsając/mieszając, aż ziarenka zrobią się złote. Proszę nie przypalać, bo będą niedobre.
3. Przesypujemy do miksera i mielimy aż ziarna zaczną puszczać olej, a konsystencja zmieni się na gładką pastę.
3.1. Jeśli jesteście niecierpliwi, tak jak ja, to można dodać trochę oliwy, żeby przyspieszyć ten proces.

You Might Also Like

0 komentarze