xx1857xx. Jak zostałam Grażoncé.

19:02

Z grupy, zarchiwizowanej już, miało nie być nic wynoszone - ja wyniosę jednak niektóre swoje posty. Myślę, że O. by mi wybaczyła.

>> Lecz skąd właściwie wzięła się ksywka Grażoncé?

Ano, kiedy pierwszy raz prowadziłam grupowego snapachata, po zmyciu dosyć "wyjściowego" makijażu, nieco w stylu Beyoncé przeszłam przemianę i skwitowałam to słowami, że "wyglądam bardziej jak Grażyna, niż Beyoncé", następnego dnia rano zlepiłam te dwa imiona i powstała Grażoncé, która tak jakby oddaje istotę tego, kim jestem. Z pozoru zwykłą, polską Grażynką, która w dresach siedzi i coś tam stuka w klawisze, z drugiej jestem divą. Divą, która wielokrotnie robiła dramy, zazwyczaj nieświadomie, ale to jednak jakaś umiejętność. I jednak potwierdza się to, że w jakimś stopniu jestem tam kontrowersyjna.
w golfie, ale z czerwonymi ustami.

>> Absolutnie pierwszy post był o moim ojcu.

Czy Wasi ojcowie to też tacy kawalarze?
Mój wczoraj robił coś w piwnicy, wynikiem czego została szrama pod okiem (jakiś pręt mu objechał i go walnął, widać po kim zgrabność odziedziczyłam). Dzisiaj w pracy pytano go, co się stało. Zamiast powiedzieć prawdę to z grobową miną obwieścił, że "baba go bije, bo nie chciał jej dać pięć tysięcy na zakupy", współpracownicy skonsternowani, pytają co dalej, a rezolutny Sebek odparł "dałem jej siedem, co by drugie oko oszczędziła".

>> Mijam posty o swoich urodzinach, jakże depresyjnych, mniejszych i większych pierdołach, chorej tarczycy, patrzę na swoje zdjęcia w dresach czy inne, których wcześniej nikomu bym nie pokazała...

Image may contain: one or more people, people standing, phone, selfie and indoor

Kandyduje na miss w konkursie "jak przegrywać, to pięknie".
Od kilku godzin siedzę nad matematyką dyskretną, jest 3:54, o 5:40 "wstaję", dzisiaj kolokwium, a ja dalej tylko scio me nihil scire.
Jestem zrezygnowana, ale wciąż piękna.


>> Post z prośbą o trzymanie kciuków, by prodziekan zgodził się być moim opiekunem naukowym; magiczny zresztą, bo drhabTP się zgodził.



>> Historię o kurierze:


Mam problem życia, dotyczy on kuriera, który działa w moim rejonie. Nie dość, ze jest gburowaty, na dzień dobry nawet nie odpowie, kiedyś sam sobie "napiwek" doliczył, bo nie miał matce pięciu złotych wydać...
Historia właściwa - zaspane dziecko (mnie) budzi dźwięk dzwonka do bramy - patrze przez okno - KURIER Z ZAKUPAMI Z H&M. Wdziewam na siebie szybko szlafrok i lecę po piec schodów żeby mu otworzyć, po drodze zgarniając banknot 200 złotych, pożyczony z szafki od rodziców, bo niestety jestem człowiekiem, który za wszystko płaci karta i wiecznie nie ma gotówki. Otwieram Panu, a on, ignorując powitanie, "to będzie 132,01", mówię mu, ze niestety mam tylko całe 200 złotych. Tu następuje jego wykład o tym jak to powinnam mieć co do grosza odliczone (wielu kurierów się u nas przewija, często za pobraniem, jak mama meble zamawia np. I nikt nie ma problemu z wydaniem.) i ogółem bardzo nieprzyjemnym tonem, ze co ja sobie nie myślę, bo pewnie wiedziałam jaka będzie kwota pobrania. [no pewnie, pamiętam co do grosza, bo nic w życiu nie robię, nie mam bardziej pochłaniających mnie spraw] i pyta się mnie "TO CO ROBIMY?", sugeruje, ze może mógłby szanowny pan przyjechać jeszcze raz, np jutro i ja już będę miała odliczone. "NIE, BO ALBO PANI PRZYJMUJE, ALBO ZWROT". Patrze na niego baranim wzrokiem, bo jeszcze zaspana byłam i mówię mu, ze przecież mam pieniądze, żeby zapłacić, chce paczkę, tylko nie mam odliczone. On wzrusza ramionami, każe mi się podpisać, odwraca się na pięcie i odchodzi.

Pytanie - co mam teraz zrobić?

>> Do której nigdy nie dopisałam zakończenia, mogę to zrobić teraz, bo w sumie, dlaczego nie?

Udało dodzwonić się do firmy kurierskiej, z miłą panią załatwić, że kurier dnia następnego ponownie dostarczy mi paczkę, a ja już będę miała odliczone pieniądze. 
Następnego dnia oczywiście wszystko poszło nie tak. Przedłużyły mi się zajęcia, musiałam później jechać pociągiem, kurier miał być między 12:15, a 13:15, liczyłam, że tak jak dzień wcześniej spóźni się godzinę, ale... 
13:14 podjeżdżam pod dom, widzę białe auto kuriera i od razu otwieram bramę, wyskakuję z auta z portfelem, a on... ODJEŻDŻA. Pomyślałam "nie widział", nawraca dwa domy za nami, przejeżdża obok otwartej bramy i... jedzie dalej. Wkurwiona weszłam do domu, podziękowałam babci za podwóz i książkę, a ręka swędziała mnie, żeby wysmarować taką skargę, że chłop wyleci z firmy tego samego dnia.
Pięć minut później dzwoni babcia, żebym jej otworzyła. Bez słowa daje mi paczkę, widząc moją minę mówi, że Pan Super Kurier wręczał jakąś przesyłkę w piekarni trzysta metrów dalej, babcia tam stanęła i podeszła, spytała czy mógłby się wrócić, bo przecież akurat wjechałyśmy, czy nas nie widział. Oczywiście Pan Radek powiedział "NIE, NIE WIDZIAŁEM, NIE PODJADĘ". I ten krnąbrny buc jednak dał babuni paczuszkę, bo na szczęście miała tyle pieniędzy, żeby zapłacić. Pominę już, że Szanowny Pan nakrzyczał i zwyzywał moją babcię, bo powiedziała, że zaraz mu zapłaci, tylko 50 zł rozmieni [w piekarni, pod którą stali], bo on traci czas...

>> Beauty regimen:

>> Swoje przed i po:

Image may contain: 1 person, closeupImage may contain: 1 person, eyeglasses, selfie and closeup

>> Oprócz tego szalone odkrycia:

Odkryłam coś niesamowitego, mianowicie - wiem skąd bierze się burdel w moim domu.
Odpowiedź Was zszokuje.
.
.
.
Sama go robię.

>> I ciekawostki ze świata:


Wiecie, że co 30 sekund

.

.


.

.
No prawie

.

No już

.

Mija kolejne pół minuty kiedy leżę i jestem głodna?

>> Małżeństwo (nie)idealne:

Siedzimy na kanapie. 1 z 10. Właściwie to Pani Matka leży Panu Ojcu na kolanach.
Pani Matka to wredny stworzeń czasem i nagle ugryzła ojca w nogę, kilka razy, to ja ojciec złapał pod podbródek żeby przestała go gryźć, Patusia niezadowolona i krzyczy
"To mnie booooli. Mówiłeś, ze jestem Twoim kotkiem, słoneczkiem, myszka i innym chujstwem".

>> Przeżyłam Wielką Podróż Majówkową:


o której jeszcze napiszę, ale jak zbiorę myśli.

>> Miałam błędy w pomiarach:

Tak w ogóle, bo mi się przypomniało.
Mama mierzyła wnętrze szuflad w kuchni i nasze stare wkłady na sztućce, potem mierzyła łyżeczki, widelczyki, noże, etc.
I wiecie co, myślałam, że piętnaście centymetrów wygląda okazalej...

>> Odmawiałam hostessom:

Lekko podkurwiona #Grażoncé siedzi na ławce w centrum handlowym (Forum Gliwice, jak ktoś chce mnie przytulić i dac papierosa to siedzę pod Carrefourem) i podchodzi do mnie Pani, Która Oferuje Wejście na Siłownię za Darmo. Mówi do mnie per Ty, ja z nosem w telefonie, załatwiam ważna dla siebie rzecz i mówię jej "nie, dziękuję". Dopytuje wysokim głosem "DLACZEGO NIE?!?!?". Odpowiadam "bo nie, nie dziękuję, jestem zajęta." Na co odpowiada mi rzeczona Pani Mówiąca per Ty "MOŻNA GRZECZNIEJ".

No kurwa. A mogłam zabić.

Dopisać do tej historii mogę to, że potem, gdy rzeczona panna mnie mijała znów, zabijała mnie wzrokiem. Gdybym była w gorszym nastroju może bym się poczuła dotknięta, ale z sarkastycznym uśmieszkiem patrzyłam tylko gdzieś ponad jej głowę.


>> Prawdę.

Pokazałam prawdę o sobie, siebie bez retuszu, filtra, nawet na zdjęciach. Mój głos, moje opinie, mój światopogląd. I zyskałam swoich zwolenników, znajomych, a nawet przyjaciół. To było bardzo dobre ćwiczenie dla mnie, nieco czasochłonne, nieco poza strefą komfortu, ale bardzo pouczające.
Pozwoliło mi być sobą jeszcze bardziej i pełniej, niż byłam.
Tyle dobrego.




You Might Also Like

0 komentarze