xx1860xx. l o v e l e s s g e n e r a t i o n

15:41


- Ojeeej, nie ma kucyka na dworze, może za ciepło...
A ja w głowie mam "Skup się na drodze, wjeżdżasz w zakręt, a nie, kurwa, za kucykiem do sąsiadów patrzysz". Może to kwestia tego, że za moim wypadek również stała kobieta obracająca głowę na zakrętach, a może dlatego, że średnio ufam, a właściwie wcale nie ufam jeździe mojej babci.

Kucyki. Na teczce. Z etykietą "zdrowie". Teczka znów zwiększa objętość. Ja wracam od laryngologa, z założonym opatrunkiem, przygłucha na prawe ucho niczym najstarsza we wsi babuleńka.
Kocham mojego laryngologa, od czasu, kiedy dwa lata temu wyleczył tę straszną infekcję, która ciągnęła się półtorej miesiąca nikomu innemu nie ufam, jeśli chodzi o leczenie tych wszystkich zapaleń ucha środkowego, przerośniętych migdałów, etc. Kocham dr Sławka, bo jest profesjonalistą, rozmawia ze mną o tym, co się dzieje, tłumaczy mi wszystko, drukuje mi opisy, wyniki i czule obchodzi się ssakiem i haczykiem. Tak, dr Dziuba skradł me serce.

W domu czeka na mnie zmywarka, którą opróżniam układając słowa w głowie; roznoszą mnie. Od paru dni mam otwartą kartę z pustą taflą przyszłej notki i czuję, że muszę pisać. Odbieram telefon od ojca - nie, kurierów jeszcze nie było - a ojciec pędzi samochodem matki, bo swój rozbił (przez nieuwagę), dlatego ci kurierzy, z częściami do niego. Zastanawiam się, czy to dziedziczne. Jego matka się rozprasza i często zapomina, że gdzieś miała skręcić albo jechać; on się rozprasza i któraś to stłuczka w jego życiu była... Przez to jeszcze bardziej nie chcę wsiadać za kierownicę. Szczytem jest dla mnie wyjechanie z garażu i oddanie kluczyków ojcu albo matce, gdy gdzieś razem jedziemy.

Na razie muszę wyjechać na prostą ze studiami. Mam 3x zaliczenie ćwiczeń + egzamin na wrzesień. BRAWO. Jutro ostatni egzamin (na szczęście z dyskretnej zaliczyłam konwersatorium, cudem, ale zawsze), mam nadzieję, że go zdam. Będę się uczyć, dzisiaj całą noc i ogarnę. A potem wakacje, w które naprawdę będę się starała zapanować nad sobą, swoją, pożal się Borze Tucholski, karierą matematyka.

Burdel towarzyszy mi w każdej dziedzinie życia, ale nawet matka przestała się czepiać, że w weekend nie poodkurzałam, wszędzie leżą książki, papiery, ubrania, i nie zmieniłam jeszcze pościeli. Życie jest pełne rozczarowania, nieporządku, drugich terminów, opatrunków u laryngologa i bólu, którego różnorakie proszki nie uśmierzają.

Mam w sobie energię supernowej, ale to, z definicji, może zbyt długo nie potrwać. Po miesiącach bycia outsiderem doceniłam, że miałam z kim wyjść na piwo po jednym z egzaminów... Kiedy jednak miałam czarne myśli, była trzecia w nocy zrozumiałam, że nie mam do kogo napisać z tym wszystkim. Nie było nikogo, do kogo nie bałabym się odezwać, bo przecież wszyscy mają problemy, bo przecież nie jesteśmy już blisko...

Zawsze płakałam, gdy traciłam bliskich mi ludzi i pamiętam, jak mówiłam mu "nie mogę Cię stracić, nie przeżyję tego". Widziałam go prawie dziewięć miesięcy temu. Mojego najlepszego przyjaciela, człowieka, w którego byłam zapatrzona tyle lat. Nasza rozłąka ma jej imię, ale nie jestem zła, czasem tęsknię, ale widzę teraz trzeźwiej, że ile było plusów, tyle minusów. (a może nawet to wyglądało gorzej, potrzebny Bentham na sali). Koniec końców wiele się zmieniło. Podobno jeśli się kogoś naprawdę kochało, to ta miłość nigdy nie znika. Być może. Ale w takim razie na pewno może się przetransformować. Piszę teraz wiadomość, chociaż pewnie nie powinnam. Nawet nie chce się wysłać, jakby to był znak. Ale przepraszam Cię bardzo, Nieistniejące Przeznaczenie, ignoruję te znaki, nigdy nie zostawiałam ludzi, których kochałam. Kocham. To, że się nie ułożyło w happy end, nie znaczy, że nie mam chcieć szczęścia dla nich.
Nie moja wina... A właściwie, może i nieco moja, nie chciałam, żeby to tak wyglądało, ale się rozjechało. Może za kilka lat będzie lepiej. Nie chcę, żebyśmy byli obcymi ludźmi.

Słucham "Melodramy". Cudowny album, najcudowniejszy.



Link do piosenki na Spotify, jeśli usuną to z YT

You Might Also Like

0 komentarze