xx1862xx. jachty.

21:25

W cierpkim smaku wczesnych jagód
już nie szukam twoich ust.
Już nie słucham cię w szelestach,
gdy zaskrzypi leśny chrust.

Nadal słucham nowOsieckiej, co nie cieszy się w domu wielką popularnością, bo podobno wprowadzam w depresyjny nastrój. Jest jeszcze Melodrama, którą przeplatam teksty Osieckiej, a wszystko to w oczekiwaniu na nową Lanę, która ma być jednak bardziej "radosna", więc nie wiem.
Nie słuchałam jeszcze 4:44 w całości, także nie mam jeszcze zbytnio wielkich uczuć względem nowego tworu Jaya Z, prócz złamanego serca, bo widzę, że powrót do bliskiej współpracy z Kanye jest chyba niemożliwy. Mam nadzieję jednak, że zdarzy się cud.

Wiszę odpowiedzi na kilka listów, ale zamiast tego... Egzystuję sobie. Emma Watson podobno prowadzi dzienniki, gdzie szczegółowo opisuje swoje dni. Stephen King wyznacza sobie dzienne minimum, które musi napisać [rozmowa z nim, również na ten temat, prowadzona przez mistrza SZYBKIEGO pisania George'a R R Martina, tutaj [x]]. Z jednej strony to dobre podejście, bo dzięki temu nie wypada się z rytmu [a powrót do klawiatury jest w moim wypadku zawsze bolesny], a z drugiej jakieś to wymuszone. Mimo bogatych przeżyć wewnętrznych, które jednak są zazwyczaj zbyt zagmatwane i wymagają zbyt dużej znajomości kontekstu moje zapiski, które jednak zwykłam publikować, bo mój ekshibicjonizm nadal żywy, wyglądałyby tak:

"Dzisiaj obudziłam się o siódmej, pomyślałam sobie 'kurwa, jak wcześnie, kto śmie mnie budzić'. Przecież do nocy smsowałam jak dzika, a potem zasypiałam z uczuciem pustki. 
Z radością zauważyłam jednakże, że terapia maścią sterydową pomogła na uczulenie, którego nabawiłam się w tropikach i moja skóra przestaje przypominać krokodylą! 
Z łóżka wstałam po czternastej i zjadłam tosty na śniadanie. 
Marta obroniła licencjat, ja też chciałabym być już w takiej sytuacji.
Czytałam ciekawy artykuł na stronie Przekroju [x] i doszłam do wniosku, że najprawdopodobniej jestem typem innowatora eksperymentującego, a nie konceptualnego. Bliżej mi zdecydowanie do Cézanne'a, choć tak bardzo chciałabym być jak Picasso. A może po prostu pocieszam się, że mam jeszcze czas na swój primetime, ponieważ w najbliższych latach się nie zapowiada. W końcu nie jestem jak Kuba, choć bardzo chciałabym być jak Kuba, ale na to już za późno. Może właściwie powinnam przestać się łudzić, że jest we mnie talent i pogodzić się z wizją życia jak 'zwykły' człowiek, co napawa mnie obrzydzeniem. Praca na ośmiogodzinnym etacie, gromadka dzieci i biały płotek przed domem, to dla wielu szczyt marzeń o stabilizacji, spokojnym życiu i potomstwie, ale nie dla mnie. Schematy doprowadzają mnie do szaleństwa, a poza tym przecież nie chcę mieć dzieci. No, a moje skrzywienia psychiczne sprawiają, że nie mam siły być 'sumienna' w taki sposób, w jaki większość pracodawców by chciało. No i przecież mam pracować na uniwersytecie, nauczać młode umysły, ale najpierw przecież muszę się ogarnąć, muszę zajebać tę niedokończoną sesję, a na drugim roku to rozpierdolić tak, żeby prodziekan był dumny, że jest moim opiekunem naukowym. I nie, nie wolno mi myśleć o tym, że łatwiej byłoby tym pierdolnąć. Choć byłoby.
Chaos jest we mnie, ale z niego wzięło się wszystko. Mogę siebie poskładać tak, że będę kosmosem.
Tymczasem jednak nachodzą mnie wizje jachtów i ruin kościołów, które de facto powinnam odsunąć, bo przecież mam C E L E, na których trzeba się skupić czy coś.
Tak więc mijają godziny, a ja mam w głowie gonitwę myśli bliżej nieokreślonych; jestem jednocześnie zmęczona komunikacją z ludźmi i ich obecnością, a z drugiej brakuje mi pewnego rodzaju symbiozy, której od wielu miesięcy nie czułam.
Chciałam iść uwolnić mózg na basen, ale okazało się, że jest zamknięty, bo konserwacja, a ja już nawet zaplotłam swoje pływackie warkocze. Więc co mam robić? PISAĆ. Trzeba pisać, bo znowu wyjdę z wprawy, choć po dzisiejszym komentarzu, który usłyszałam, nieco zadrżałam. Jednakże, przecież muszę się z tym liczyć, podświadomie się liczyłam. Jednak w tym wypadku moje pisanie zawsze 'wisi w powietrzu'. Jestem blogową Kim Kardashian. Moje życie jest na tacy, oczywiście to ja kontroluję tego stopień, ale zawsze miałam tendencję do wylewania wszystkich emocji na internetową kartkę, bo tak było łatwiej. 'Dobrze, niech będzie, może nawet na to pozwolę.'. Tak sobie myślę i postanawiam, a potem chyba skasuję to, co napisałam wcześniej, bo jest bez sensu i napiszę lepiej. Przełamuję czwartą ścianę, bo dochodzę w swoim wspomnieniu do teraźniejszości. "
 
Jest tylko to, co teraz. A właściwie to, co było milisekundy temu. Chyba powszechnie znana jest ta informacja, że zanim mózg odbierze bodźce mija circa 80 milisekund. Więc żyjemy trochę w przeszłości, ale przy zaokrągleniu to ona jest właśnie naszą teraźniejszością.

A ja jestem tą nocą, kiedy pada deszcz i jest gorąco, i nie wiesz, co ze sobą zrobić, i pijesz szampana, i jest Ci trochę źle, ale trochę dobrze. Może nawet ktoś jest obok, może nawet śpiewasz Kendricka Lamara, bo przecież "Swimming Pools" tak dobrze pasuje, może nawet trochę tańczysz. A może wentylator wieje Ci w głowę, robiąc nieład we włosach i starasz się tworzyć, ale przecież żaden z Ciebie poeta. Może nawiedza Cię myśl, że jesteś szaleńcem, ale chyba świadomość tego prawdopodobieństwa czyni Cię bardziej zdrowym na umyśle.
Świadomość. To takie szalone pojęcie. Samoświadomość doprowadza mnie do szaleństwa.
Nie jestem szczęśliwa, ale nie jestem nieszczęśliwa. Jestem apatyczna. I chyba tak jest lepiej, niż gorzej.

ładne zdjęcie z internetu.

Ręce mam teraz bardziej spokojne
Do miasta już tak się nie rwę
Wciąż lubię wiatr i trochę czytam
Myślę o śmierci, zanim zasnę
Bo to jest, być może, powrót
Jestem wciąż niejasna, niesyta

Czasem dzwonisz w nieważnej sprawie
I to jest prawdziwy test
Nic już nie wiem, nie pytam prawie
I tylko ten stuk, ten stukot w głowie
Kto tam u ciebie jest
Kto tam jest?

Wiem kto. I nigdy wcześniej nie było mi z tym tak obojętnie.

You Might Also Like

0 komentarze